W końcu zebrałam się do rozsadzenia zaszczepek, które ze 4 dni moczyły mi się w wodzie. To dopiero początek jesiennej manii ogrodniczej, bo nasza współlokatorka ma w zwyczaju zbierać zaszczepki z róznych miejsc: szkół, klatek schodowych... Roślinom nic się nie dzieje oczywiście, a jej parapet jest cały wypełniony słodkimi maleństwami. Martyna postanowiła zrobić mi miły prezent. :)
Moje słodkości zadomowiłam w obciętych butelkach po Hoop Coli (niezdrowe, ale dobre) i starych świecznikach na pływające świeczki, które dostałam kiedyś w prezencie i nigdy nie chciało mi się bawić w kupowanie tych specjalnych świeczek. A jako doniczki spisują się fantastycznie, szczególnie wdzięcznie wygląda ta po prawo.

Żeby butelki nie wyglądały tak topornie, okręciłam je znalezionym papierem i bibułą i obwiązałam gumką. Ziemia i grysik kosztowały mnie w sumie ze 2 złote, reszta to śmieci.
Ktoś wie w ogóle, jak nazywają się te rośliny? Ja nie mam pojęcia, a chciałabym wiedzieć, czy np. nie będą miały za dużo słońca - mamy okno na południe.
Ktoś wie w ogóle, jak nazywają się te rośliny? Ja nie mam pojęcia, a chciałabym wiedzieć, czy np. nie będą miały za dużo słońca - mamy okno na południe.