sobota, 30 czerwca 2012
Porzeczkowy kuskus
piątek, 29 czerwca 2012
Oh hello what is this
wtorek, 29 listopada 2011
W listopadowy wieczór je się pałeczkami
- dwie garści miksu sałat z rucolą z Biedronki
- pół posiekanego mango
- pół posiekanej papryki
- dwa ogórki kiszone
- trzy łyżki marynowanego imbiru (tego od sushi)
- łyżkę oliwy z oliwek
środa, 2 lutego 2011
Niedziela z selerem
Niedzielna sałatka selerowa
Składniki:
2 łodygi selera naciowego
garść moreli suszonych
gruby plaster świeżego ananasa (z puszki też może być, wtedy dwa plasterki)
1 kiwi
5 pomidorków koktajlowych (lub pół zwykłego)
opcja: łyżka mleka kokosowego
środa, 5 stycznia 2011
Nie, nie jestem w ciąży. :)
Kwaśna ohyda marchewkowa (1 porcja)
2 marchewki
łyżka sezamu
łyżka soku z cytryny
chilli w proszku
pół cebuli
obfita garść suszonych śliwek
Wstawiam dwie szklanki wody. Gdy woda się podgrzewa, myję i kroję marchew najpierw w plastry, a następnie w połówki plastrów. Wrzucam je do wody i gotuję 2-3 minuty od momentu wrzenia wody. W międzyczasie na suchej patelni prażę sezam. Siekam cebulę i kroję na pół suszone śliwki.
Marchew odcedzam i wrzucam do miski. Posypuję sezamem, dodaję sok z cytryny, cebulę, suszone śliwki. Delikatnie posypuję chilli i dokładnie wszystko mieszam.
Połączenie suszonych śliwek i słodkie, surowej cebuli - bezcenne!
Myślę również, że chilli mogłam sobie odpuścić. Cebula robi robotę.
Jadłam powyższe z ryżem brązowym i duszonym jarmużem. Ponieważ było już ciemno a zdjęcia mogę robić tylko Ericssonem, nie mam żadnego, które wyglądało wystarczająco wyraźnie, aby je opublikować.
poniedziałek, 22 listopada 2010
Ciasto w miasto II i jarmuż
- 5 średniej wielkości ziemniaków
- 4 liście jarmużu
- mała cebula
- mieszanka ziół: curry, majeranek, bazylia, cząber, przyprawa do kurczaka, czosnek
- szczypta soli
- sekretny składnik
wtorek, 1 czerwca 2010
Pif-paf!
Impreza-niespodzianka to świetny pomysł na prezent urodzinowy - i jeśli wasz/a partner/ka nie jest zbyt ciekawski/a, zorganizowanie nie jest specjalnie trudne. Jeśli udało nam się ukryć wszystko przed Kubą, który jest bardzo mądrym i spostrzegawczym chłopcem, to powinno udać się z każdym. :) Ponieważ Kuba uwielbia westerny, impreza miała charakter kowbojski, teksański, meksykański - po trochu z wszystkiego: stylowe kartonowe kaktusy, piękna gwiazda szeryfa w folii aluminiowej, designerskie kartonowe drzwi do saloonu... miałyśmy w planie jeszcze piniatę z paper mache, ale nie starczyło czasu.
Dekoracja mieszkania nic nas nie kosztowała - kartony walają się wszędzie a folia aluminiowa znajduje się praktycznie w każdej kuchni; w praktycznie każdej szafie rocznika 80-87 znajdzie się jakaś kraciasta koszula - wiadomo... natomiast każda mama ma płyty Dolly Parton!
Było również żarcie prawdziwych kowbojów - czyli mistrzowski seitan Zuzy, przyrządzone inaczej niż zwykle kotlety sojowe, naczosy, tortille, dużo kukurydzy i fasoli. :) A żeby załagodzić nieco ostrość wszechobecnego sosu tabasco, były babeczki czekoladowe i cytrynowe z różnymi kremami oraz czekoladowo-kokosowy tort z marcepanowym kaktusem (którego zdjęcia, z przejęcia, nie zrobiłam). Dla ochłody - prawdziwa lemoniada (taki ukłon w stronę "Lemoniadowego Joe").
Całe menu było owocem jednej wielkiej improwizacji, a że gonił nas czas, nie zapisałam żadnego przepisu! Nie pamiętam więc na przykład proporcji na tortille... pamiętam jednak, że nie zrobiłyśmy ich w 100% z mąki kukurydzianej, ale mniej więcej pół na pół z mąki pszennej (o konsystencji ciasta na zwykłe naleśniki) - inaczej nie dało rady wyrobić ciasta, bo kukurydza przylepiała się do dna miski i nie chciała rozmieszać!
Pamiętam natomiast kotlety sojowe, pastę fasolową i babeczki (razem z kremami) - dziś wrzucę kotlety i pastę; przepisy proste i krótkie, a jutro wyjeżdżam i z tego powodu mam dużo roboty.
Kotlety sojowe prawdziwego kowboja
Składniki:
opakowanie 100g kotletów sojowych marki Carrefour
marynata Tex-Mex firmy Kamis
szklanka wody
olej do smażenia
Marynatę Tex-Mex otwieramy i wylewamy do dużej miski. Zalewamy szklanką wody i dokładnie mieszamy. Następnie wrzucamy kotlety sojowe i staramy się tak je ułożyć, aby wszystkie były w marynacie. Ponieważ kotlety zawsze wypływają, warto wykorzystać patent z kiszenia ogórków - położyć na nich talerz pasujący obwodem do miski i go obciążyć. Kotlety zostawiamy na dwie godziny.
Po tym czasie rozgrzewamy na patelni dużo oleju - mniej, niż przy smażeniu frytek, ale bez szczypania się. :) Na rozgrzany olej wrzucamy 5-6 kotletów i smażymy na złoty kolor z dwóch stron. Uwaga - będą pewnie strzelać.
W ten sam sposób smażymy wszystkie kotlety.
Dobrze smakują w tortilli, z pastą fasolową i sałatą lodową.
Pasta fasolowa
Składniki:
3 szklanki ugotowanej czerwonej fasoli
sos Tabasco
1/3 szklanki oleju lub oliwy z oliwek
3-6 łyżek wody
sól i bazylia do smaku
Przepis tak prosty, że aż głupio mi o nim pisać, ale skoro wspomniałam wcześniej o paście, to powinnam chociaż w skrócie wspomnieć, co to za pasta była.
Wszystkie składniki wrzucamy do miski i miksujemy na gładką masę. Ja dodałam około 10 kropli sosu i Kuba twierdził, że go w ogóle nie czuć. Ale Kuba jest uzależniony od ostrego żarcia i ma wypalone kubki smakowe. ;) Pasta oczywiście nadaję się również na kanapki.
Za zdjęcia dziękuję Ewelinie! Za wegańską masę marcepanową, mąkę kukurydzianą, fairtrade'owy cukier brązowy i najsłodsze na świecie papilotki do babeczek - dzięki ci, Marks&Spencer!
sobota, 13 czerwca 2009
Cukinia dobra być.

Świetny pomysł na lunch lub lekki obiad: cukinia i marchew, duszone w sosie sojowym z sezamem i dymką. Bardzo proste w przygotowaniu: wystarczy wszystko umyć, marchew obrać - cukinii nie. Wrzucić na rozgrzany olej garść sezamu, a gdy się lekko podsmaży, dodać marchewkę. Po 2-3 minutach cukinię i dymkę, zalać wodą i sosem sojowym, dodać przyprawy (curry!). Dusić jeszcze kilka minut - tak naprawdę nie ma reguły, ja np. lubię, gdy marchew jest pół-surowa. Pod koniec dodaliśmy jeszcze dosłownie kawałek pomidora. I gotowe. :)
PS. Przeraża mnie to, że większość wrzucanych tu potraw otagowana jest jako "smażone". Musimy nad tym popracować.
sobota, 23 maja 2009
Pierwsze truskawki w tym sezonie...
Kuba odwiedził dzisiaj Szembek i przyniósł sporo smakołyków - w tym jedną z najlepszych rzeczy na świecie, czyli banany z brązową skórką. ;) Z bananów, wspomnianych wcześniej truskawek i polewy czekoladowej Gellwe (wegańska, a jak!) wymodziliśmy minimalistyczny, ale przesmaczny deser:

Dwa banany to nieco za dużo na jedną porcję. ;) Polewa, rozpuszczona w mikrofali, dość szybko gęstnieje. Według mnie (Kuba się z tym nie zgadza) zastygnięta polewa jest jeszcze lepsza, niż ta płynąca; smakuje jak czekolada mleczna. Wszystko się fantastycznie uzupełnia - kwaśne truskawki odświeżają, więc banan nie zamula, a czekolada daje słodycz.
Gdybyśmy mieli blender (popsuł się kilka tygodni temu :(), to pewnie byśmy zrobili z wszystkiego ordynarnego szejka. Brak blendera wymusza kulinarną inwencję. Może to i lepiej? ;)
poniedziałek, 8 września 2008
Świeżynka, tudzież secik.


Co prawda zjeść się tego nie da, a przynajmniej bez bolesnych konsekwencji po jakiś 24 godzinach, ale odkąd rozszerzyliśmy profil naszego bloga to nie muszę się tym przejmować. Nie wiem czy jakiegoś 'jadalnego' posta uda nam się wysmażyć zanim wybierzemy się do Finlandii sprawdzić co tam wyrzucają, ale zawsze możecie sprawdzić. Może pojawi się (wcześniej czy później) jakiś zbiorczy post o wakacyjnym freeganizmie?
sobota, 10 listopada 2007
Bananowa młodzież, część 1.

Jak widać stosunek bananów do reszty owoców i warzyw zebranych na Szembeku był dosyć wysoki. Niby od przybytku głowa nie boli, ale teraz będę musiał zrobić (dziś) ze dwie rzeczy z tych bananów, a jutro razem może i trzecią.
W każdym razie - ostatnio Marta wpadła na pomysł smarowania pieczywa bananem pod dżem. Dziś nieco puściłem wodze fantazji i doprowadziłem ten pomysł do słodkiego ekstremum.
Potrzebujemy: bułki, dojrzałe banany, owoce (świeże lub z puszki), dżem, ewentualnie jeszcze masło orzechowe i cukier (ja użyłem trzcinowego <3).
Przepis jest prosty - smarujemy pieczywo rozgniecionym bananem bezpośrednio lub na masło orzechowe. Na to układamy pokrojone w plastry owoce lub dżem. Ja miałem dżem z czarnej porzeczki, jabłko (posypałem cukrem) i pomarańczę, które zostały z wczorajszej imprezy. Zostałem skutecznie zniszczony.


