wtorek, 21 października 2008

Mały ogrodnik.

W końcu zebrałam się do rozsadzenia zaszczepek, które ze 4 dni moczyły mi się w wodzie. To dopiero początek jesiennej manii ogrodniczej, bo nasza współlokatorka ma w zwyczaju zbierać zaszczepki z róznych miejsc: szkół, klatek schodowych... Roślinom nic się nie dzieje oczywiście, a jej parapet jest cały wypełniony słodkimi maleństwami. Martyna postanowiła zrobić mi miły prezent. :)

Moje słodkości zadomowiłam w obciętych butelkach po Hoop Coli (niezdrowe, ale dobre) i starych świecznikach na pływające świeczki, które dostałam kiedyś w prezencie i nigdy nie chciało mi się bawić w kupowanie tych specjalnych świeczek. A jako doniczki spisują się fantastycznie, szczególnie wdzięcznie wygląda ta po prawo.


Żeby butelki nie wyglądały tak topornie, okręciłam je znalezionym papierem i bibułą i obwiązałam gumką. Ziemia i grysik kosztowały mnie w sumie ze 2 złote, reszta to śmieci.

Ktoś wie w ogóle, jak nazywają się te rośliny? Ja nie mam pojęcia, a chciałabym wiedzieć, czy np. nie będą miały za dużo słońca - mamy okno na południe.

6 komentarzy:

QbaMiszcz pisze...

Te po lewo to jakos kojarze, mialem w domu, albo czesto gdzies widywalem, ale nazwy za cholere sobie przypomniec nie moge... tak wiec liczymy na Wasza pomoc. ;)

Anonimowy pisze...

Kochani, wszystkie, oprócz kielicha to sukulenty, magazynują wodę, pochodzą z tropików. Nazwy napiszę póżniej, luknę do Książki w realu;)
A dziewczynka w kielichu, to pop. tzw. trawka. Wytrzymała, daje radę nawet w ciemnawych pomieszczeniach. Czyli słonka nie lubi.
Cepa Zielona Wiedźma

m. pisze...

Cepa, dzięki, jesteś niezastąpiona! :) Myślę, że tyle wystarczy - poszukam więcej w Internecie. Sukulenty - to baaaaardzo dobrze, bo ja mam problemy z regularnym podlewaniem - dlatego zawsze uwielbiałam kaktusy. ;)
I muszę się w końcu tych nazw roślin naumieć.

Anonimowy pisze...

w tej szklance okręconej spiralnie metalem jest roślinka, którą moja babbcia nazywa grudnik - to rodzaj sukulenta chyba, kwitnie w zimie przepięknie różowo.

uwielbiam waszego bloga :)

zemfiroczka pisze...

Potwierdzam! to grudnik jest- oja babcia też go miała i też jej szaleńczo kwitł na różowo

pozdrówka!

ps. To co z tą Finlandią?

m. pisze...

Ten mój grudnik coś więdnąć zaczyna, chyba nie chce się przyjąć. ;/

Kuba jutro wraca do Warszawy i bierzemy się ostro za wybieranie zdjęć z Finlandii - to nasze wspólne postanowienie. :)

A, i zapomniałam dodać, że grysik można z sukcesem zastąpić korą albo jakimiś patykami - wyjdzie jeszcze taniej i bardziej organicznie. ;)