Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 sierpnia 2010

Ciasto w miasto!


Każdy z nas kocha ciasta i ciasteczka. Wszyscy chcemy pomagać zwierzętom. Najedz się do syta słodkościami i pozwól w ten sposób Fundacji Viva! dalej pomagać zwierzętom.

Już 29 sierpnia dzięki uprzejmości warszawskiej Klubojadalni Eufemia będziecie mogli na własne oczy zobaczyć, a co ważniejsze - na własnych kubkach smakowych przekonać się, jak smaczne mogą być wypieki w 100% roślinne. Większość mięsa, jaj i mleka pochodzi z okrutnego chowu przemysłowego. Że można zjeść smaczny bezmięsny obiad - to wie każdy. Ale bez jaj i puszyście, bez mleka i kremowo, kto to widział?

Uchylamy rąbka tajemnicy! Kto ma ochotę na inspirowane kuchnią indyjską muffiny imbirowo-jagodowe, słodkie i tłuste karaibskie ciasto kokosowe lub klasyczne i kochane ciasteczka czekoladowe? A może elegancki, bezmleczny tort z kremem waniliowym i świeżymi owocami? Weganie upieką wszystko!

16 - 20 - wielkie obżarstwo i gry zespołowe, gra Full Tandeta Soundsystem
20 - 20.30 - Chów przemysłowy śmierdzi - jak to było w zeszłym roku?
20.30 - film “Królestwo spokoju”

Całkowity dochód ze sprzedaży smakołyków zostanie przeznaczony na prowadzenie kampanii Fundacji Viva! - Chów przemysłowy śmierdzi.

Gdzie? Klubojadalnia Eufemia, Krakowskie Przedmieście 5 (podziemia ASP)
Kiedy? 29 sierpnia (niedziela), godz. 16-22

Chcesz upiec coś wegańskiego na sprzedaż? Skontaktuj się z nami, pisząc na marta AT viva.org.pl

czwartek, 10 czerwca 2010

Gdy muszę pracować, uaktywniam się na blogu...

Obiecane wcześniej babeczki, czy jak kto woli, kapkejki. Ładne zdjęcia zawdzięczam aparatowi Eweliny. :)

To były moje pierwsze w życiu babeczki! Miałam w pewnym momencie ochotę wszystkie wyrzucić przez okno, szczególnie te cytrynowe, bo wydawało mi się, że nic nie wyszło tak, jak powinno. Kilka godzin w lodówce, o dziwo, poprawiło konsystencję cytrynowych babeczek, a czekoladowe wyszły po prostu cudownie, choć mogły nieco bardziej wyrosnąć.

Co najważniejsze, wszystkie wszystkim smakowały. Przynajmniej nikt nie powiedział wprost, że były niedobre.

Papilotki są z Marks & Spencer - mają tam przesłodkie, tycie-tycie papilotki do trufli w bardzo rozsądnej cenie, zrobiłam przy ich pomocy babeczki z dekoracją orzechową.


Cytrynowe babeczki

Ciasto:

Składniki i proporcje takie same, jak w przypadku cytrynowego tortu. Jeśli dobrze pamiętam, dodałam nieco więcej mleka i ciasto miało bardziej kremową konsystencję, ale tylko troszkę.

Po przelaniu ciasta do foremek piekłam większe około 20 minut, mniejsze 10-13. Jednakże to bardzo nietypowy (czytaj: stary) piekarnik, warto więc zasugerować się standardową w przepisach na babeczki temperaturą 180 stopni C i czasem pieczenia 15-18 minut (w przypadku większych babeczek).


Dekoracja:

Orzechowa

Każdą babeczkę posmarowałam obficie masłem orzechowym i udekorowałam wisienką z domowej konfitury.


Kokosowa

Najpierw potraktowałam blenderem w wąskiej szklance wiórki kokosowe (2/3 szklanki) - potrzeba na to cierpliwości, ale warto, bo inaczej krem nie będzie miał, cóż, konsystencji kremu. Następnie utarłam pół opakowania margaryny sojowej z cukrem (2-4 łyżki, już nie pamiętam), na końcu dodając wiórki. Całość włożyłam do lodówki na 2 godziny. Konsystencja kremu taka, jak należy!



Różowa



Ten krem przyprawił mnie o kilka siwych włosów! Robiłam go praktycznie tuż przed przyjściem Kuby i nic nie szło tak, jak powinno! Najpierw okazało się, że śmietana NaturSoya wcale się nie chce ubijać, dodawałam więc po kolei margarynę sojową, cukier i agar. Pewnie dodałabym tonę budyniu, gdybym miała, i zniszczyła delikatny smak śmietany. Na szczęście budyniu zabrakło a godzina w lodówce spowodowała, że krem zgęstiał, choć do konsystencji bitej śmietany nieco mu zabrakło. Różowy kolor krem zawdzięcza barwnikowi - ekstraktowi z buraka. Na opakowanie śmietany sojowej zużyłam 6 łyżek cukru, gruby plaster margaryny i 2-3 bardzo obfite szczypty agaru. Miksowałam wszystko w sumie z 10 minut, przepełniona desperacją. Na wierzchu kolorowa posypka bodajże Oetkera (zazwyczaj nie używam tej firmy, ale innej w sklepie nie było).



Ten sam krem oraz migdały posłużyły mi do dekoracji babeczek czekoladowych.

Czekoladowe babeczki

Przepis na ciasto wzięłam stąd, lekko go modyfikując - nie dodawałam aromatu migdałowego ani waniliowego lecz wyłącznie pomarańczowy, dodałam zwykłego oleju a nie z canoli, no i zwykłego octu (zarzekłam się kiedyś, że zwykłego octu dotykać nie będę, no ale czasu było mało i wzięłam to, co było pod ręką - dla jednej łyżeczki od herbaty nie będę przecież kupować całej butelki octu, tym bardziej, że pół stoi sobie w mojej lodówce 15 minut stąd, w naszym mieszkaniu).

Składniki:
1 szklanka mleka sojowego
1 łyżeczka octu
3/4 szklanki cukru brązowego
1/3 szklanki oleju
1 1/2 łyżeczki zapachu pomarańczowego
1 szklanka mąki
1/3 szklanki kakao
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli

Przygotowanie:

Najpierw w jednej misce wymieszałam mleko sojowe z octem. Następnie dodałam cukier, olej i zapachy i energicznie mieszałam, aż wszystko zacznie się pienić.

W drugiej misce wymieszałam ze sobą suche składniki, następnie w 3-4 porcjach dodałam je do mokrych składników i ubijałam do uzyskania w miarę gładkiej masy. Ciasto powinno mieć konsystencję pomiędzy kremem a surowym ciastem naleśnikowym, taki budyń.

Wylałam ciasto do foremek, wypełniając je na 3/4 wysokości i piekłam w dobrze rozgrzanym piekarniku. Nawet zmieściłam się w zalecanych w przepisie 20 minutach!

Po wyjęciu z piekarnika, babeczki powinny mieć lekko sprężystą konsystencję. Odstawiłam je na parapet i zostawiłam na półtorej godziny, aby ostygły, a następnie udekorowałam.


To tyle. Następny wpis pewnie w sierpniu 2011 roku, jak znam życie. :)

środa, 9 czerwca 2010

Wiosenny brunch

Jestem rannym ptaszkiem, przynajmniej przez większość swojego życia byłam. Dziś na przykład wstałam o 3 nad ranem, dwie godziny spędziłam w Internecie, później wzięłam kąpiel, położyłam sobie wszystkie rodzaje maseczek, zrobiłam pranie, posprzątałam trochę kuchnię i zasnęłam na trzy godziny. Obudziłam się mega głodna, a Kuba - który rannym ptaszkiem nigdy nie był - oczywiście jeszcze spał, gdyż położył się spać mniej więcej wtedy, gdy ja wstałam. Ponieważ zbliża się deadline na oddanie tłumaczenia książki, które mi zlecono, a jestem - nie owijając w bawełnę - w ciemnej dupie, logiczne, że będę robić wszystko, tylko nie to, co powinnam. Dlatego też postanowiłam przygotować, po raz drugi w swoim życiu, jakiś smaczny brunch (jako ranny ptaszek brunchy nie uznaję) - ostatnie kilka dni spędziliśmy o suchym chlebie i równie suchym tofu (długa historia, mam nadzieję, że Kuba napisze niedługo kilka słów na ten temat) i łakniemy świeżych warzyw i owoców! Mamy również pełną lodówkę niemieckiego tofu i seitanu (o czym Kuba również napisze), które długo nie wytrzyma i musimy to wszystko skonsumować.

Po inspirację sięgnęłam do "Vegan Brunch" Isy Chandry Moskowitz i wybrałam dwa przepisy, które nieco zaadaptowałam. Tofucznica - ponieważ w lodówce pręży się (a raczej schnie) tofu, banana rabanada (bo mamy mnóstwo suchego chleba) oraz, już nie z książki, odświeżająca sałata. Do tego domowa lemoniada.

Wszystkie składniki na dwuosobowy, nie zapychający posiłek. Nam zostało trochę sałaty i tofucznicy na później, które właśnie dojadam zawinięte we wrapa. Banana rabanada nie miała tego szczęścia. :)


Wiosenna tofucznica

Składniki:

1 opakowanie tofu naturalnego (ok 300 g)

pół szklanki wody

średniej wielkości pomidor

garść rzodkiewek

dwa ząbki czosnku

łyżeczka kurkumy

łyżeczka kolendry

łyżeczka bazylii

szczypta soli

łyżka oliwy do smażenia

pół awokado do przybrania

Tofu otwieramy i odsączamy. Nasze niemieckie było przesuszone, więc musiałam dodać do niego na patelni wody. Chodzi o to, aby tofu po wrzuceniu na patelnię nie pływało we własnym sosie, ale zarazem aby nie było suche. Konsystencją na patelni powinno przypominać ściętą jajecznicę.

Zanim jednak wrzucimy na patelnię tofu, rozgrzewamy ją, wlewamy oliwę i smażymy przez około minutę posiekany czosnek. Następnie wrzucamy tofu, rozkruszając je nad patelnią. Przy pomocy szpatułki siekamy większe kawałki i smażymy, od czasu do czasu mieszając, przez 7-10 minut - aż do zrumienienia tofu. Jeśli będzie zbyt suche, dodajemy odrobinę wody i mieszamy.

Gdy czekamy na tofu, myjemy warzywa i kroimy je drobno. Następnie do niedużej miseczki czy szklanki wsypujemy przyprawy i mieszamy, na koniec dodając 1/3 szklanki wody. Gdy tofu będzie rumiane, zalewamy je tak przygotowaną miksturą i mieszamy dokładnie. Po kolejnej minucie dorzucamy warzywa i mieszamy. Po 2-3 minutach powinno być gotowe.

Tofucznicę podajemy przybraną plasterkami awokado - smakuje wybornie! - oraz z lekką sałatą.


Sałata z pomarańczą

Składniki:

4 duże liście sałaty lodowej

1 duża pomarańcza

Sałatę i pomarańczę myjemy. Pomarańczę obieramy a następnie wszystko rozrywamy na cząstki i mieszamy. Odstawiamy "do przegryzienia" na kwadrans. Smakuje fantastycznie bez żadnych przypraw - można oczywiście dodać do niej pomidora i cukinię, cebula też dałaby radę, oraz przyrządzić sos vinegret, ale nie robiłam tego, gdyż uznałam, że tofucznica jest wystarczająco mocno aromatyczna i nie ma takiej potrzeby.


Banana rabanada

Składniki:

2 dojrzałe banany

1 szklanka mleka sojowego naturalnego

łyżeczka aromatu waniliowego

4 łyżeczki zmielonego siemienia lnianego (w młynku lub blenderem w wąskim kubku)

2 łyżeczki kaszy manny

3 łyżki melasy z trzciny cukrowej

3 łyżki miodu wegańskiego (dla osób spoza Torunia i bez cierpliwości do gotowania mleczy np. sztuczny miód firmy Pudliszki)

suche pieczywo - bułki, bagietki, chleb

oliwa do smażenia

truskawki do przybrania

Według "Vegan Brunch" jest to tradycyjne brazylijskie śniadanie. U mnie spełniło funkcję deseru. Wzbogaciłam przepis o polewę z miodu sztucznego i melasy a mąkę kukurydzianą zastąpiłam siemieniem lnianym i kaszką manną (brzmi dziwnie, ale byłam święcie przekonana, że mąkę kukurydzianą mam, i gdy okazało się, że jej nie ma, musiałam zaimprowizować - najpierw dodałam dwie łyżeczki kaszy manny chcąc jakoś zagęścić ciasto, a później oświeciło mnie, że w lodówce stoi jeszcze zmielone siemię lniane, które zostało z ciasteczek orzechowych, zrobionych kiedyś przez Kubę - również wrzucimy przepis!).

Myjemy i obieramy banany. Odmierzamy szklankę mleka sojowego (u mnie szklanki mają 300ml) i mieszamy je z aromatem waniliowym. Do dużej miski wkładamy banany oraz wlewamy 1/3 szklanki mleka, miksujemy. Dolewamy mleka stopniowo i miksujemy na gładką masę. W oryginalnym przepisie było półtorej szklanki mleka na dwa banany, ja zużyłam 3/4 szklanki. Następnie dorzucamy 4 łyżeczki zmielonego siemienia lnianego i dwie łyżeczki kaszy manny, miksujemy.

Suche białe pieczywo (zastanawiam się, czy z razowym byłoby to tak samo smaczne, i nie mogę się zdecydować - będę musiała kiedyś spróbować) kroimy w plasterki o grubości 2-3cm i układamy na dużej tacy, może być też forma do pieczenia. Zalewamy bananami, obracamy, pokrywamy dokładnie masą i odstawiamy na dziesięć minut. Po dziesięciu minutach obracamy na drugą stronę i znów zostawiamy na dziesięć minut.

Rozgrzewamy patelnię na średnim ogniu i smażymy bułeczki na oliwie, 5-7 minut z jednej strony, 3 minuty z drugiej. Układamy usmażone rabanady na dużym talerzu i polewamy melasą i miodem - niedużo, ważne, żeby zaznaczyć ich smak, a nie, żeby chlebek w nich pływał. Mieszamy pół łyżeczki cynamonu, 2/3 łyżeczki kakao i pół łyżeczki mieszanki przypraw korzennych (u mnie kardamon, pieprz czarny, cynamon), następnie posypujemy nimi chlebki. Podajemy z przekrojonymi na pół truskawkami.

Na ciepło smakuje rewelacyjnie, na zimno również dobrze.


Lemoniada

Składniki:

średniej wielkości cytryna

2 łyżki cukru brązowego

1,5 litra wody


Wodę gotujemy i parzymy cytrynę. Następnie kroimy cytrynę w plastry i wrzucamy do dzbanka, usuwając wcześniej wszystkie pestki. Sparzenie cytryny jest bardzo ważne, bo jeśli tego nie zrobimy, całość będzie gorzka. Przy pomocy drewnianej łyżki ugniatamy cytrynę z cukrem a następnie zalewamy litrem gorącej wody. Odstawiamy do wystygnięcia - trochę to trwa, więc warto przygotować ją wcześniej - a gdy ostygnie, wstawiamy na pół godziny do lodówki. Prościej się nie da. :)


PS. Pamiętam o babeczkach i o torcie Kuby, pamiętam! Pewnie wrzucę wszystko pod koniec tygodnia.

poniedziałek, 31 maja 2010

Na osłodzenie po prawie rocznej przerwie :)

Upiekłam tort na Dzień Matki. Zrodził się w wielkich bólach, ale udało się. Nie mamy piekarnika w domu a kumpela ma stary piekarnik gazowy, który jest całkiem kapryśny – ciasto piekło się więc dwa razy – wieczorem i rano. Próbuję sobie przypomnieć proporcje, bo piekłam je prawie tydzień temu, tak więc do ilości podanych poniżej proszę podejść z dystansem. Co do czasu pieczenia – standardowy, w piekarniku nie działa termometr no i nie liczyłam, ile się piecze. Tak więc trzeba piec na wyczucie. Uważam, pomimo tych trudności, że warto było – ciasto wyszło naprawdę smaczne!

Ciasto cytrynowe

Składniki:
2,5 szklanki mąki
2 szklanki mleka sojowego naturalnego
2 duże cytryny
pół szklanki cukru brązowego
łyżeczka aromatu cytrynowego
pół szklanki oleju
szczypta soli
dwie łyżeczki proszku do pieczenia

Zaczęłam od sparzenia cytryn i starcia skórki. Następnie wymieszałam razem wszystkie suche składniki, na koniec dodając skórkę. Wycisnęłam sok z cytryn do szklanki i dopełniłam do pełna mlekiem sojowym, wlałam do suchych składników. Dodałam drugą szklankę mleka, aromat, olej i wymieszałam. Konsystencja ciasta była gęstawa – nie płynna, ale też nie taka, jak ciasto na pizzę.

Przełożyłam wszystko do wyczesanej formy papierowej w kształcie serca i piekłam, piekłam, poszłam spać, wstałam, piekłam, aż się w końcu upiekło. Gdy ciasto ostygło, ścięłam wierzch na równo, przekroiłam je i wysmarowałam w środku marmoladą. Powinnam była również zwilżyć je nieco herbatą aby było bardziej tortowe, jednak nie pomyślałam o tym. Nie dziwne - żyłam w stresie, mając na głowie jeszcze urodzinowe przyjęcie-niespodziankę dla Kuby, tak więc czuję się w pełni usprawiedliwiona.

Następnie rozwałkowałam (no dobra, Kubuś rozwałkował) 200g lukru plastycznego i pokryłam nim torcik, na koniec udekorowałam, jak widać na załączonym zdjęciu.

Ciasto mamie smakowało. :)

Zdjęcie z komórki, przepraszam za jakość.

PS. Nie ma w nim nic freegańskiego – poza piekarnikiem, ale jest w 100% DIY – gdy mama je zobaczyła, spytała się, gdzie je kupiłam :) - miły komplement, nieprawdaż?

sobota, 23 maja 2009

Pierwsze truskawki w tym sezonie...

...Pierwsze świeże truskawki. Na szczęście w zamrażarce mieliśmy przygotowaną paczuszkę "na czarną godzinę", która swoją drogą starczyła nam na kilka godzin i skończyliśmy ją całkiem niedawno.

Kuba odwiedził dzisiaj Szembek i przyniósł sporo smakołyków - w tym jedną z najlepszych rzeczy na świecie, czyli banany z brązową skórką. ;) Z bananów, wspomnianych wcześniej truskawek i polewy czekoladowej Gellwe (wegańska, a jak!) wymodziliśmy minimalistyczny, ale przesmaczny deser:


Dwa banany to nieco za dużo na jedną porcję. ;) Polewa, rozpuszczona w mikrofali, dość szybko gęstnieje. Według mnie (Kuba się z tym nie zgadza) zastygnięta polewa jest jeszcze lepsza, niż ta płynąca; smakuje jak czekolada mleczna. Wszystko się fantastycznie uzupełnia - kwaśne truskawki odświeżają, więc banan nie zamula, a czekolada daje słodycz.

Gdybyśmy mieli blender (popsuł się kilka tygodni temu :(), to pewnie byśmy zrobili z wszystkiego ordynarnego szejka. Brak blendera wymusza kulinarną inwencję. Może to i lepiej? ;)

niedziela, 17 maja 2009

Cooking clash - zarządziliśmy!

Na tegorocznym cooking clashu z okazji Ogólnopolskiego Tygodnia Wegetarianizmu we trójkę - razem z koleżanką Kamilą - godnie reprezentowaliśmy Fundację Viva!. Zobaczcie, co Was ominęło. ;) Dla nieszczęśników z innych miast załączamy przepisy na wszystkie pyszności!


KULKI CZEKOLADOWO-OWSIANO-KOKOSOWE

Składniki:

- szklanka płatków owsianych
- 2 wegańskie gorzkie czekolady
- wiórki kokosowe
- ewentualnie łyżka cukru

Przygotowanie:

Płatki owsiane zalej wrzątkiem, odstaw pod przykryciem na kilka minut, aż wchłoną wodę. Czekoladę rozpuść z odrobiną wody i cukrem. Dodaj wilgotne płatki i dokładnie wymieszaj. Gdy masa ostygnie, formuj kulki. Obtocz w wiórkach kokosowych. Najlepiej smakuje po schłodzeniu. W środku kulki można umieścić również np. orzecha bądź rodzynkę.


PIZZA ZE SZPINAKIEM

Składniki:

- mąka pszenna (niecały kilogram na duży placek)
- drożdże
- bazylia
- odrobina cukru brązowego
- oliwa
- szpinak
- czosnek
- oliwki
- parówki sojowe
- przecier pomidorowy

Przygotowanie:

Drożdże rozpuść w odrobinie ciepłej wody z cukrem. Odstaw miskę przykrytą ściereczką na kilka minut. w ciepłe miejsce Następnie przesiej do miski mąkę, dodaj odrobinę soli, dolej oliwy. Wyrabiaj ciasto tak, aby nie kleiło się do rąk (w razie potrzeby dodaj mąki lub wody). Po wyrobieniu odstaw w ciepłe miejsce, aby wyrosło. W międzyczasie wrzuć na patelnię rozdrobniony szpinak z odrobiną oliwy i przeciśniętym czosnkiem. Podduś aby stał się miękki. Na posmarowaną oliwą (można posypać delikatnie bułką tartą) blachę wyłóż ciasto. Na wierzchu rozłóż pokrojone w połówki oliwki, parówki sojowe pokrojone w plasterki (można wcześniej je podsmażyć z ulubionymi przyprawami) oraz szpinak. Piecz przez około 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 st. C. Przecier wymieszaj z bazylią (bądź innymi przyprawami). Można dodać drobno pokrojoną cebulę bądź przeciśnięty czosnek. Pizzę podawać polaną sosem.



PLACUSZKI Z CUKINII Z SOSEM SELEROWYM

Składniki:
- cukinia
- oliwa
- cebula
- mąka pszenna
- sól, pieprz, inne przyprawy
- przecier pomidorowy
- seler (korzeń)

Przygotowanie:

Jeśli cukinia jest młoda, umyć i zetrzeć na grubej tarce jarzynowej. Jeśli jest starsza obrać i usunąć pestki, następnie zetrzeć. Cebulę drobno pokroić. Wymieszać cukinię, cebulę, mąkę i oliwę w misce. Dodać przyprawy (polecamy świeżą bazylię). W razie potrzeby dolać odrobinę wody lub dosypać mąki, tak aby osiągnąć typowo „plackową” konsystencję. Na patelni rozgrzać olej. Placuszki smażyć z obu stron, aż do zrumienienia. Selera obrać, umyć, zetrzeć na grubej tarce jarzynowej. Wrzucić na rozgrzaną oliwę, smażyć do lekkiego zbrązowienia. Dodać przyprawy, zalać przecierem, dusić przez kilka minut pod przykryciem. Można dodać drobno posiekane inne warzywa.


CIASTO KOKOSOWE

Składniki:
- 1,5 szklanki mąki
- 1 szklanka cukru
- wiórki kokosowe
- łyżeczka sody
- aromat migdałowy
- ocet (ok. jednej łyżki)
- olej (ok. sześciu łyżek)

Przygotowanie:

Mieszamy suche składniki (poza wiórkami kokosowymi) widelcem. Po dokładnym wymieszaniu robimy 3 dziurki (wgłębienia) i wlewamy: aromat do jednej, łyżkę octu do drugiej i 6 łyżek oleju do trzeciej. Całość zalewamy szklanką zimnej wody i mieszamy. Następnie dodajemy wiórki kokosowe (ok. szklanki na ciasto, ale może być więcej). Wlewamy do formy (najlepiej, żeby była wyłożona papierem do pieczenia). Pieczemy ok. 40 minut w temperaturze 180-190 st. C. (najlepiej sprawdzić patyczkiem czy upiekło się w środku). Do suchych składników można dodać ok. 2-3 łyżek kawy zbożowej, aby podkreślić smak kokosa i nadać ciastu ciemniejszy odcień.



SAŁATKA Z MIĘSEM SOJOWYM

Składniki:
- opakowanie kotletów sojowych
- sałata lodowa - pomidory
- oliwki - kukurydza
- inne warzywa (według upodobania)
- oliwa z oliwek lub olej

Przygotowanie:
Kotlety ugotuj, odcedź, wystudź. Pokrój w drobne kawałki. Następnie obsmaż na oliwie z przyprawą do kurczaka. Warzywa umyj, pokrój w kawałki odpowiadającej Ci wielkości. Składniki wymieszaj. Sałatkę możesz skropić oliwą z oliwek lub sosem winegret.

P.S. Za zdjęcia dziękujemy mojej mamie. :) - to pisała Marta. :)
P.P.S. Posta wyedytowałem ja - Kuba - dodałem przepis na sałatkę i mała poprawkę w przepisie na ciasto kokosowe, poproszony o to przez Kamilę. Pozdro.

piątek, 18 lipca 2008

Bananowa młodzież, część 2

Po przeprowadzce na super-ultra-drogą Sadybę brakuje nam nieco obfitości Szembeka. Ok, szczerze mówiąc, bardzo brakuje. Mamy niedaleko jeden bazar, na którym panuje jednak bardzo dziwny klimat, o czym zresztą miał pisać niedługo Kuba. Udało nam się niedawno dorwać dużo ładnych, seksownie przejrzałych bananów, i wyczarowaliśmy z nich koktajl (a raczej mus), sorbet oraz ciasto.

Sorbet był bardzo prosty do przygotowania - te najlepiej wyglądające banany wrzuciliśmy do miski i zmiksowaliśmy na gładką masę z dosłownie kilkoma łyżeczkami cukru. Powinniśmy dodać do tego kilka kropli cytryny, aby sorbet nie ściemniał, ale z braku takowych wstawiliśmy je do zamrażarki bez dodatku kwasku. Świetny dodatek do ciepłych, jesiennych wieczorów i sesji Futuramy.

Koktajl przygotowaliśmy tak samo, zamiast cukru dodając kilka truskawek. Gęsty i pyszny, mleko sojowe wcale nie jest niezbędne do szczęścia. ;)

mmmmm...Ciasto było czystą abstrakcją i improwizacją. Nie wyszło do końca, ponieważ za krótko trzymaliśmy je w piekarniku - powinno piec się przez godzinę w 180 stopniach, podczas gdy my piekliśmy je tylko 40 min.

W jednej misce zmiksowałam banany na gładką masę (robot kuchenny - on, w odróżnieniu od mleka sojowego, JEST niezbędny; najlepszy przyjaciel każdego weganina!). W drugiej wymieszałam szklankę mąki razowej z trzema szklankami białej mąki, obłędną ilością kakao w proszku, sodą oczyszczoną, szczyptą soli i kilkoma łyżkami cukru - nie przepadam za zbyt słodkimi ciastami. Później jednak musiałam dodać więcej mąki, ponieważ nie zadowalała mnie konsystencja ciasta.

Wstawiłam piekarnik na 180 stopni i połączyłam mąkę z bananami. Wyrabiałam ciasto ręką i pod koniec powoli dodawałam olej, w sumie 1/3 szklanki. Zapomniałam wysmarować formę olejem, pewnie dlatego ciasto trochę przywarło, ale zjedliśmy wszystko! Nawet lekko niedopieczone było pyszne i szybko znikło. Cóż, uwielbiamy banany z czekoladą. :)

Wygląda nieco jak powierzchnia obcej planety. :)

sobota, 10 listopada 2007

Bananowa młodzież, część 1.


Jak widać stosunek bananów do reszty owoców i warzyw zebranych na Szembeku był dosyć wysoki. Niby od przybytku głowa nie boli, ale teraz będę musiał zrobić (dziś) ze dwie rzeczy z tych bananów, a jutro razem może i trzecią.
W każdym razie - ostatnio Marta wpadła na pomysł smarowania pieczywa bananem pod dżem. Dziś nieco puściłem wodze fantazji i doprowadziłem ten pomysł do słodkiego ekstremum.
Potrzebujemy: bułki, dojrzałe banany, owoce (świeże lub z puszki), dżem, ewentualnie jeszcze masło orzechowe i cukier (ja użyłem trzcinowego <3).
Przepis jest prosty - smarujemy pieczywo rozgniecionym bananem bezpośrednio lub na masło orzechowe. Na to układamy pokrojone w plastry owoce lub dżem. Ja miałem dżem z czarnej porzeczki, jabłko (posypałem cukrem) i pomarańczę, które zostały z wczorajszej imprezy. Zostałem skutecznie zniszczony.