niedziela, 27 lipca 2008

Freegan madness!

Ile jest w stanie unieść ameba? Weekend spędzany w Warszawie udowadnia, że całkiem sporo - w sobotę ruszyłam się na utęskniony plac Szembeka (sama, bo Jakub tego dnia odrabiał jałmużnę w sklepie) i przytaszczyłam do domu:

3 papryki
17 pomidorów
4 bakłażany
1 kabaczek
1 cukinia
8 ogórków gruntowych
ćwiartka arbuza
kilka garści bobu
5 pęczków doskonałego szczypiorku
siatka fasolki szparagowej żółtej
2 rzepy
pęczek rzodkiewki
2,5kg śliwek (dwie odmiany)
brokuł
5 ogórki węże
5 marchewek
3 cytryny
grejpfrut
pomarańcza
2 jabłka
pojemnik czereśni
9 moreli
6 ziemniaków
2 kg gruszek
13 bananów

Chce się komuś policzyć, ile to wszystko mogło kosztować? :)

Przy wybieraniu śliwek porozmawiałam sobie z miłymi starszymi paniami, które doradziły mi, jak zrobić smaczny dżem, oraz opowiedziały o tym, że niska renta zmusza je do przychodzenia na targ o tej porze i zbierania jedzenia. Obydwie były bardzo sympatyczne, jednej pomogłam zebrać bób, to podzieliła się ze mną arbuzem. :) Gdy wychodziłam z hali, inny pan zaczepił mnie, dając mi skrzynkę pomidorów, następnie spytał, czy to nie m.in. o mnie nie pisali w Newsweeku. Twierdząca odpowiedź zaowocowała (hihi) trzema cytrynami od jego żony ("no daj dziewczynce!") - dziękuję bardzo, jest gorąco, na lemoniadkę jak znalazł. :) Bardzo mili ludzie, pan wyrażał oczywiście swoje niedowierzanie, ale nie robił tego w sposób złośliwy.

Spostrzeżenie dnia: ludzie, którzy mają mało, chętniej się dzielą.

Taka ilość dnia zmusiła mnie do kombinowania, jak to zjeść przez tydzień, żeby się nie popsuło. Spróbuję codziennie, aż do soboty, wrzucać przepisy/zdjęcia obiadów i kolacji (śniadania jemy raczej typowe - kanapki z pastą z soczewicy/groszku i wszystkim, co się nawinie). Co więcej, udało nam się nieco rzeczy przerobić lub zamrozić - mamy kolejną porcję sorbetu bananowego (nigdy za wiele!), półlitrowy pojemnik szczypioru, zgrabną porcję fasolki i sześć słoiczków dżemu pomidorowego (w planach jeszcze śliwkowy). Na dżem z pomidorów i wczorajszy obiad przepisy wrzucę później.

Najpierw zdjęcie lodówki (nieco niewyraźne, lepszego nie udało mi się zrobić)... Na górze owocki i pomidorki, niżej bakłażany i reszta, owoce, bób, brokuł, a na dole arbuz, więcej owoców, i warzywa. Co się znajduje w szufladach, chyba łatwo zgadnąć ;)



I to, co się do lodówki nie zmieściło:

1/3 śliwek i gruszeczki

banany, ogórki, marchewki, dziwny bakłażan (nie wiem jeszcze, czy to w ogóle zjadliwe :)), włoszczyzna, stygnąca lemoniada, cytrusy

Wybaczcie bałagan, wprowadziliśmy się przecież dopiero niecały miesiąc temu. ;) Mamy za małą lodówkę na nas dwoje, a co gorsza, będziemy ją po wakacjach dzielić jeszcze z dwoma osobami. Węszę armagedon.

3 komentarze:

harce pisze...

szacun +8

Anonimowy pisze...

Tu Cepa. Radośnie na sercu czytać DZ.
Ciekawa jestem dżemu pomidorowego?(*)
ja teraz jestem w swojej samotni z widokiem na góry Świętokrzyskie. Owoców zatrzęsienie. Lody wodne sokowe pochłaniam i oprócz na surowo w wielkich ilościach owoce, robię kisiele z owoców - wypijam na gorąco na kolacje.
Zamiast wspomnianych poprzednio śliweczek można wytrawnie dodawać jabłka ze skórą, agrest, porzeczki, wiśnie i właściwie wszystko .
Pozdrawiam. Jaskby jakiś z serca przepisik to ja chętnie przeczytam i napiszę. cepa czyli cebula

Anonimowy pisze...

witam, jestem studentką dziennikarstwa w Rzeszowie i właśnie piszę artykuł na temat freegan:) chciałabym, żebyś wyraziła swoją opinię na ten temat, napisała jak to wyglada "od środka". Bardzo mi zależy na takiej opinii. jeśli zechciałabyś mi pomóc proszę o kontakt mailowy: agnieszka_walilko@wp.pl
pozdrawiam;)